OKRUCHY ŻYCIA                              JAROSŁAW STACHURSKI                         mail: jstachurski53@gmail.com

                                                                                open.spotify.com  /  podcast  /  Okruchy Życia

W czasach Jezusa liczni mesjasze przemierzali Ziemię Obiecaną. Jedni wzniecali bunty przeciw Rzymianom, inni jak Jezus, głosili że przed zapanowaniem Królestwa Bożego Żydzi muszą uzdrowić się sami. A były to czasy korupcji, kolaboracji i kompletnego upadku moralności. Nawet król żydowski Herod Antypas (nie mylić z Herodem Wielkim) współżył ze swoją bratową i nawet się z tym nie krył.

Każdy bez wyjątku mesjasz głosił, że nadejście Królestwa Bożego jest bliskie. W domyśle, że nastąpi to przed końcem działalności danego mesjasza, bo tak to wynikało z proroctw.

Mesjasze kończyli życie w różny sposób. Najczęściej gwałtowny. Żaden z nich jednak nie zmartwychwstał.

No to pozbierajmy z różnych ewangelii, jak do tego doszło, a potem oddajmy głos współczesnemu ratownikowi medycznemu.

Jezus został ukrzyżowany o szóstej, czyli w południe. Wtedy nikt nie miał zegarka, więc czas liczono od wschodu słońca. Umarł o dziewiątej, czyli trzy godziny potem. Na dodatek było to w piątek. Czyli przyjaciele Jezusa mieli jedynie trzy godziny na pochowanie go, bo od zachodu słońca w piątek zaczynał się już szabas i nic, ale to absolutnie nic nie było wolno Żydom robić. Tak jest zresztą do dzisiaj.

Kiedy Jezus przestał dawać oznaki życia, jeden z żołnierzy przebił mu bok włócznią, by sprawdzić czy zareaguje na ból. Nie zareagował, więc uznano, że zmarł.

Po przebiciu boku, wytrysnęła z niego woda i krew. To bardzo istotne, bo dość trudno jest wytłumaczyć skąd ta woda.

Józef z Arymatei w towarzystwie jednego z żołnierzy pobiegł wtedy do Piłata, by ten zgodził się na oddanie ciała Jezusa, aby można było go pochować przed zmierzchem.

Piłat zdziwił się, że Jezus już umarł, bo inni konali na krzyżu dwa, a nawet trzy dni. Ale żołnierz potwierdził, że umarł, więc Piłat się zgodził.

Zdjęli więc Jezusa z krzyża i pojechali do grobu, by dokonać obrządku pogrzebowego.

To że Jezus umarł tak szybko, to bez wątpienia skutek tragicznej nocy, poprzedzającej ukrzyżowanie, kiedy to pijani żołdacy naśmiewali się z niego i bili go tak, że rano Jezus był cały posiniaczony.

A niektórym obrażeniom klatki piersiowej może towarzyszyć wysięk limfy do opłucnej.

Limfa z wyglądu niczym nie różni się od wody. A opłucna to błona, w której znajdują się płuca i która oddziela je od innych narządów.

Limfa zbierająca się w opłucnej uniemożliwia działalność pęcherzyków płucnych, znajdujących się pod poziomem cieczy. W efekcie spada poziom tlenu we krwi i pierwszym organem, który przestaje działać jest kora mózgowa. Człowiek traci przytomność. Pozostałe organy, jak serce, nerki czy wątroba działają nadal, bo nie są aż tak wrażliwe na spadek poziomu tlenu we krwi.

Gdyby w tym momencie znalazł się przy Jezusie ratownik medyczny i gdyby postawił prawidłową diagnozę, to natychmiast przebiłby bok Jezusa i spuścił limfę z opłucnej.

I tak się przecież stało. No to wiemy skąd ta woda.

Limfa jest lepka i po spuszczeniu jej z opłucnej, pęcherzyki nie od razu zaczynają pracować. Sztuczne oddychanie metodą usta usta ocuciłoby Jezusa w kilka minut.

Gimnastyka związana ze zdejmowaniem Jezusa z krzyża i późniejszy transport do grobu odegrały rolę tradycyjnego sztucznego oddychania.

Pewnie jeszcze po drodze Jezus otworzył oczy.

Czy tak było naprawdę? Nie wiadomo. Ale taki przebieg wypadków jest prawdopodobny, w przeciwieństwie do zmartwychwstania, którego prawdopodobieństwo według nauki wynosi zero.

W nauce istnieje prawo zwane brzytwą Ockhama, które mówi, że jeśli coś da się wyjaśnić bez odwoływania się do cudów to należy tak uczynić.

William Ockham był Franciszkaninem i za swoją teorię został na początku czternastego wieku ekskomunikowany przez papieża Jana XXII.

Teraz wiemy dlaczego.

Na zakończenie dodam jeszcze, że choć to wydaje się niemożliwe, ale istnieje kompromis między tym co tu opisałem, a tym w co wierzą Chrześcijanie.

Po prostu dwa tysiące lat temu inna była definicja śmierci niż teraz i tych których uważano wtedy za zmarłych, dziś można by jeszcze reanimować. Teraz jakiś ratownik, a kiedyś może także i strażnik.

No cóż. Jednak to, że Jezus nie całkiem umarł na krzyżu zmartwiłoby jednak Chrześcijan. Sorry.

Więcej szczegółów z życia Jezusa w zakładce: „Czego Wam katecheta nie powiedział”, a w zakładce „Biblia jakiej nie znacie” znajdziecie wiele rzeczy po których zamienicie się w znak zapytania.



Nie pytaj komu bije dzwon. On bije Tobie

Około 50% głosujących Polaków nie rozumie takich słów jak populizm, trybunał, hipokryzja, infrastruktura, legislacja, czym się różni nacjonalizm od patriotyzmu, lewica od prawicy, czy Żyd od syjonisty. W 1968 roku na demonstracji robotników był transparent: „Syjoniści do Syjamu.”

Niedawno siedząc na przystanku tramwajowym zapytałem trzy osoby, co to jest ten SAFE. Dwie kobiety nie wiedziały, a facet wiedział: „To jakiś program obronny Nawrockiego czy też Tuska”.

To były starsze osoby. Czy pójdą na głosowanie w 2027 roku? Nie wiadomo, ale dwie trzecie takich jak oni jednak głosują.

Niedawno na Facebooku w grupie „Nie wstydzę się Jezusa” ukazał się post pani Marty (imię zmienione). Pisała w nim, że sytuacja w Polsce jest taka, że należy się poddać Matce Boskiej Częstochowskiej i robić to co ona każe, a nie rząd… i tak dalej przez całą stronę.

Nie wytrzymałem i odpisałem: „Pani Marto! Bardzo się martwię o Pani zdrowie psychiczne, ale jestem pewien, że gdy Pani pójdzie do lekarza pierwszego kontaktu i pokaże ten post, to on Pani da skierowanie do psychiatry na cito.”

Pożałowałem tej mojej złośliwości, ale zanim usunąłem post, pani Marta odpisała: „ Ach dziękuję Panu za troskę. To jest nas już dwoje…”

W RAZIE WYBORÓW, GŁOS PANI MARTY LICZY SIĘ TAK SAMO JAK WASZ!!!

Prawicę popiera połowa głosujących Polaków i mniej więcej tyle samo Polaków nie rozumie słów, którymi media opisują ich afery.

Oni oglądają telewizję, ale słowa się nie liczą, bo są za trudne. Liczy się jedynie intonacja. Drzesz się, więc pewnie masz rację!

Bracia Kaczyńscy dość dawno odkryli tę prawdę i stąd ich polityczne sukcesy.

Ich ojciec Rajmund pod koniec lat 90-ych powiedział: „Broń Panie Boże Polskę, przed tym, by moi synowie zdobyli władzę.”

Teraz spróbuję uzasadnić tę tezę, że trzecia część Polaków to niezbyt lotni obywatele.

Uczyłem kiedyś fizyki i chemii w ostatnich klasach podstawówki. Po dwóch tygodniach odkryłem, że moja praca kompletnie nie ma sensu, bo połowa moich uczniów mogłaby w czasie przeznaczonym na to przez kuratorium, nauczyć się trzy razy tyle, ile było w programie. A druga połowa nie była w stanie nauczyć się czegokolwiek, bo oni po prostu nie rozumieli słów, którymi się do nich mówi.

Tym ostatnim nie chciałem robić krzywdy i na koniec semestru pytałem ich dotąd, aż odpowiedzą na choćby jedno pytanie i wtedy im zaliczałem.

Ale ze trzy razy zdarzyło mi się, że nie umiałem zadać takiego pytania.

No bo jeśli po pół roku nauki o ruchu, uczennica nie umie odpowiedzieć na pytanie: „Jeśli ciało porusza się z prędkością 1 metr na sekundę, to jaki dystans pokonuje w czasie jednej sekundy?”

Ona nie była nienormalna. Dobrze radziła sobie w grupie rówieśniczej.

Ona po prostu nie rozumiała takich słów, jak dystans, ciało czy pokonuje. Albo znaczyły one dla niej coś całkiem innego. Na przykład pokonuje. Według niej to tatuś pokonuje mamusię, podczas wieczornych dyskusji przy piwku. Dystans to słowo używane na lekcjach WF. A ciało to słowo o wyraźnym zabarwieniu seksualnym. A co do tego ma prędkość?

Czytałem kiedyś fragmenty pracy magisterskiej z polonistyki, zatytułowanej: „Zasób słów języka polskiego stosowanych w życiu codziennym przez załogę PGR Maldanin, powiat Pisz, województwo olsztyńskie.” Wtedy było olsztyńskie, a nie warmińsko-mazurskie jak teraz.

Załoga tego PGR, czyli Państwowego Gospodarstwa Rolnego składała się z 19 osób. Siedmioro z nich kontaktowało się ze światem, wyrażało swoje potrzeby, marzenia, emocje i tęsknoty, używając jedynie siedmiu słów. Jakie to były słowa też tam było napisane. Rzeczownik rodzaju męskiego, rzeczownik rodzaju żeńskiego, czasownik oraz piwo, wódka i jeszcze po dwa wyrazy, jak to napisał autor „osobniczo zmienne.”

Myślicie, że dziś zrozumieliby oni zarzuty przeciwko Ziobrze?

Co innego jakby wywrzeszczeć w telewizji, że się na niego wszyscy uwzięli. Na bidulka.

W połowie lat 70-ych pracowałem przez 2 tygodnie w OBOP. Nie wiem, czy firma istnieje do dziś. Wtedy Ośrodek Badania Opinii Publicznej pomagał komunistycznej władzy zrozumieć społeczeństwo.

Moja praca polegała na pobieraniu danych z kilku arkuszy ankiet, sumowaniu ich i wpisywaniu w kolejny arkusz. Dziś komputerowi zajęłoby to ułamek sekundy, a ja się z tym męczyłem dwa tygodnie.

Pracę można było wykonywać bezmyślnie, co było pożądane. Ale tym, co by robili to ze zrozumieniem, kazano podpisywać klauzulę, że wyniki prac nie wyjdą poza OBOP.

Pisząc to co teraz, łamię więc tajemnicę państwową, ale… zaryzykuję.

W jednym z badań chodziło o to, by zorientować się, co Polacy rozumieją z Dziennika Telewizyjnego, czyli wieczornych wiadomości docierających do wszystkich Polaków.

Ankieter umawiał się z jakąś rodziną, że określonego dnia wysłuchają razem Dziennika i potem porozmawiają na ten temat.

Co siódmy Polak nie potrafił powtórzyć choćby jednej wiadomości zasłyszanej kilka minut temu. Nawet wiadomości sportowej.

Inne badanie było takie. Pokazywano ankietowanym tablicę przyjazdów i odjazdów pociągów z dworca Hajnówka.

Ankietowani mieli odpowiedzieć na pytanie: „O której godzinie odjeżdża ostatni pociąg do Białowieży?”

Tylko 3-ch na pięciu Polaków umiało poradzić sobie z tym zadaniem.

Powiecie, że tak było w PRL-u. Tak, tyle że teraz jest jeszcze gorzej. W PRL-u ludzie byli przyzwyczajeni do kombinowania. Kto nie kombinował, nie miał co jeść, ani w co się ubrać, nie jeździł na wczasy. Dziś to kombinowanie jest dużo prostsze. Myślenie to zbędny luksus. Inni już za nas pomyśleli. A będzie jeszcze gorzej, na przykład przez AI.

Rynek telewizyjnych reklam pojął już tę prawdę.

Podam kilka przykładów.

W pierwszym, pani Katarzyna Dowbor reklamuje jakiś środek do mycia naczyń. Mianowicie, jej córka przygotowała pierwszy raz w życiu kolację dla znajomych. A teraz trzeba pozmywać naczynia. Córka użyła tego reklamowanego środka, a jej ojciec zmywał tradycyjnym.

W efekcie ojciec zmył tak na oko ze 40, a córka z 70 dużych talerzy.

Ja nie uwierzyłem, że mała przygotowała swoją pierwszą w życiu kolację na 110 osób. Ale odbiorcy reklamy nie zauważyli tego kłamstwa, bo inaczej by jej nie puszczano przez cały ostatni rok.

W drugiej reklamie rodzice wysłali synka na wakacje i nie zapakowali mu majtek do kąpieli. Latają po mieście, kupują, wysyłają, ale w końcu zadzwonili do niego, a on na to, że nie ma sprawy, bo skoro mu założyli konto dla młodocianych z limitem 200 zł, to on sobie te majtki kupił. A jak mu zwiększą limit o następne 200 zł, to sobie dokupi jeszcze czepek.

No bo ja wiem. Majtki i czepek za 400 zł to raczej kiepska nauka gospodarowania pieniędzmi. Ale odbiorcom reklamy to nie przeszkodziło, bo by jej nie puszczano.

Facet pyta syna skąd ma taki super stół. Ten odpowiada, że od znajomego stolarza. Ale okazuje się, że ten super stolarz nie ma strony internetowej, więc ojciec nie zamówi u niego, bo woli nawet stolarza partacza, który jednak ma swoja stronę. Uwierzylibyście tej reklamie? No ale Polacy jednak wierzą, bo by nie wyświetlali tego chłamu.

Na ulicy Woronicza w Warszawie jest niebezpieczne przejście przez jezdnię. Niedawno po jakimś wypadku przyjechała radiowa reporterka i robiła wywiady z miejscowymi. Jeden młody wyznał jej: „Wie Pani! To przejście to jest takie, że zanim Pani wejdzie na te pasy, to musi Pani najpierw spojrzeć w lewo a potem w prawo!!!”

Jeżeli Platforma nie zmieni języka, jakim komunikuje się z wyborcami, to następne wybory przegra z kretesem, bo do większości Polaków dociera tylko przekaz nie wymagający żadnego myślenia i na dodatek bez żadnych trudnych słów.

Posłowie Platformy, to też nie są orły i raczej zmiana słownictwa przekracza możliwości większości z nich. Ale są przecież na rynku wysokiej klasy specjaliści, umiejący jakoś zainteresować bezmózgowe społeczeństwo. Można by zorganizować jakieś szkolenia dla aktywu partyjnego. (Od razu widać, że pamiętam czasy PRL-u. Nie?)

Ernest Hemingway, gdyby był w Polsce, napisałby dzisiaj:

„Nie pytajcie, komu bije dzwon. On bije Wam.”

I jeszcze postscriptum:

Mieszkam na warszawskich Szmulkach. Po ostatnich wyborach z lokalu wyborczego wracałem z sąsiadem. Pamiętam jak kiedyś leżał on na podwórku i śpiewał:

„Komu dzwonią, temu dzwonią.

Mnie nie bije żaden dzwon, bo takiemu pijakowi,

jakie życie taki zgon…”

Nie spytałem na kogo głosował.

Wojna w Ukrainie

Zwycięzcą wojny Rosyjsko-Ukraińskiej będą Chiny i już raczej nic tego nie zmieni. Jej wynikiem będzie całkowite uzależnienie Rosji od Chin. Po likwidacji irańskiego kanału przerzutowego, od zgody Chin zależy prawie cały eksport i import Rosji. Jeśli Chiny rozkażą Rosji skończyć tę wojnę w ciągu tygodnia, to Rosjanie to zrobią, bo w tej sprawie nawet już teraz nie mają wiele do gadania. Bez pomocy Chin zasoby militarne Rosji skończą się bardzo szybko. Sami nawet nie będą mieli z czego produkować nowej broni. Chyba, że bardzo przestarzałą.

Na razie Chińczycy uważają, że dobrze jest jak jest, bo proces zniewalania Rosji postępuje nieustannie.

Przestanie się to opłacać Chińczykom, kiedy duża część rosyjskich złóż ropy, gazu i innych bogactw będzie już należeć do Chin. Wtedy trzeba będzie skończyć tę wojnę, aby przedsiębiorstwa chińskie na terenie Rosji nie były objęte sankcjami.

Donald Trump to widzi i stąd te jego umizgi do Putina. Ale jest już za późno.

Niektórzy twierdzą, że Rosjanie mają jakieś dokumenty kompromitujące Trumpa i stąd ta jego bezkrytyczna miłość do Władymira Władymirowicza. Gdyby tak było, to Rosjanie by to już dawno wykorzystywali, a przecież Trump jednak wykazuje sporą niezależność od Putina. Przykładem Iran.

W dzisiejszych czasach wyróżniamy trzy rodzaje wojen.

Wojna bezmózgowa. Na przykład Rosja najeżdża na Ukrainę i po jej zdobyciu wprowadza tam Ruskij Mir, czyli alkoholizm plus wszechogarniająca korupcja. Nawet w przypadku wygranej, prócz propagandowych, korzyści dla najeźdźcy żadne.

Wojna naiwna. Na przykład USA podjudzone przez Izrael rzucają całą swoją poza atomową potęgę przeciw Iranowi. Robią to ewidentnie bez rozpoznania możliwości przeciwnika. W przypadku wygranej, korzyści dla USA niewielkie, pomimo poniesionych ogromnych kosztów.

Wojna inteligentna. Podstawowa zasada, to że nie ma tu mowy o użyciu jakiejkolwiek broni. Wykorzystuje się niedostatki intelektualne przeciwnika i uzależnia go w stopniu takim jak się da. Przeciwnik nie może być państwem w pełni demokratycznym, bo tam zawsze znajdzie się ktoś posługujący się sprawnie rozumem. Satrapa natomiast, jak to teraz widać, może być niezbyt inteligentny, a poza tym jest on z reguły pozbawiony rzetelnych informacji, bo ewentualni informatorzy boją się satrapie dostarczać złych wieści, gdyż to się z reguły źle dla nich kończy. Coś takiego w prawdziwej demokracji jest raczej niemożliwe.

Nie musi to być akcja bezpośrednia taka jak w przypadku skolonizowania Rosji przez Chiny. Można prowadzić tę wojnę etapami przez lata. Chodzi o stopniowe osłabiane przeciwnika i skłócanie go z dotychczasowymi przyjaciółmi.

Dopóki USA były krajem demokratycznym proces ich uzależniania od Chin był w zasadzie niemożliwy, a w każdym bądź razie bardzo trudny. Mogło to być jedynie ewentualne bezwzględne zwycięstwo Chin w wyścigu technologicznym.

Teraz USA są rządzone przez sklerotycznego satrapę. Zgadza się nawet to, że jego informatorzy dostarczają mu jedynie dobrych wieści. Stąd ten koszmarny błąd niedocenienia Iranu.

Świat jeszcze przez jakiś czas będzie dwubiegunowy, bo Chiny, miejmy nadzieję, nie zdążą wygrać wyścigu przed końcem kadencji Trumpa. A potem zobaczymy.

Co się stanie w przyszłości tego nigdy przewidzieć się nie da, o czym świadczą losy modnej 50 lat temu futurologii. W 1972 roku jej naukowcy opublikowali wspaniały raport rzymski o przyszłości ekonomicznej świata. W raporcie tym nie wspomniano jednak, że rok potem, w wyniku kryzysu paliwowego ropa zdrożeje z $3 do $35 za baryłkę.

Podobnie w latach sześćdziesiątych naukowcy przyrodnicy rozdzierali szaty, twierdząc, że zbliża się epoka lodowcowa w Europie.

Dlatego nie ma co się martwić tym, że franciszkanin ojciec Klimuszko w 1979 roku przewidział, że Polskę czeka 50 wspaniałych lat. Czyli zostało jeszcze tylko 13.

Poza tym przewidział, że Polak zostanie papieżem oraz islamską inwazję na Europę. No ale to może udało mu się.

ZERO BYWA NIEWIDOCZNE

Załóżmy, że

a + b = c

dodajmy do obu stron równania (a + b)

2a + 2b = a + b + c

teraz odejmijmy od obu stron 2c

2a + 2b – 2c = a + b – c

Wyciągnijmy 2 przed nawias

2 (a + b -c ) = a + b – c

Podzielmy obie strony przez (a + b – c)

2 = 1

Ups! Coś poszło nie tak. Kto wie co i dlaczego?

Odpowiedź: Nie wolno dzielić przez zero, a skoro a + b = c, to (a + b – c) = 0

MARSZ

W dni wolne od szkoły chodzę z wnukami do ZOO. Aby nie wypaść z rytmu, postanowiliśmy obejrzeć marsz 11 listopada. Nasza ciocia mieszka na warszawskim Powiślu, skąd dokładnie widać Marsz. Poszliśmy do niej, bo ona boi się być sama w tym dniu, ze względu na race wrzucane przez Polskich Patriotów na jej balkon, znajdujący się obok balkonu z flagą, której liczba barw nie odpowiada Prawdziwym Polakom.

Jak zwykle, miał to być

MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI a wyszedł MARSZ NIENAWIŚCI.

Uczestnicy Marszu uważają, że każdy Prawdziwy Polak powinien być takim samym jak oni zapyziałym, agresywnym nieukiem, nietolerancyjnym głupkiem i ksenofobem. Mogę się założyć, że wyraz kończący poprzednie zdanie zna najwyżej 20% maszerujących.

Według uczestników marszu każdy Prawdziwy Polak musi też nienawidzić cudzoziemców i musi wierzyć w Jezusa. I w tym ostatnim trudno się przyczepić do czegoś poza tym „musi”, bo Jezus był bardzo fajnym, choć bez wątpienia naiwnym facetem. Jest też tu jakaś niekonsekwencja, bo Jezus wcale nie urodził się nad Wisłą, o czym Narodowcy jak widać nie wiedzą. No cóż Religia w szkołach.

Ale mamy też wierzyć w ojca Jezusa. A to już gorzej, bo on na przykład patrzył na męczeńską śmierć własnego syna i nawet nie kiwnął palcem, by go uwolnić. A wszak jest on podobno wszechmocny, więc to kiwnięcie by wystarczyło.

Że to było niezbędne do zbawienia ludzkości? A kto to niby ustanowił, że było niezbędne? A nawet jeśli, to wszechmocny mógł przecież to zmienić.

Napisałem to wszystko po przyjściu do domu. Ale teraz wnuki już śpią, więc włączyłem telewizor. A tu… w całej Polsce radość, imprezy, uśmiechnięte twarze, korowody, tańce. Dzisiaj Gdańsk, Poznań, Wrocław, Łódź, Kraków, Nowy Targ to całkiem inna Polska niż Warszawa.

Nie trzeba być profesorem socjologii, by odkryć dlaczego tak. Prawdziwi Polacy pojechali do Warszawy a Normalni Polacy zostali w domu.

KIM JEST NASZ PREZYDENT

Ważne jest nie to, co powiedział Pan Prezydent Nawrocki 11-go listopada, ale to czego nie powiedział.

Powiedział, że nienawidzi cywilizacji europejskiej, ale tego można się było spodziewać, bo powtórzył to, co od dawna mówią Kaczyński i Menzen. No i trudno było oczekiwać by Pan Prezydent wymyślił coś samodzielnie.

Natomiast Pan Prezydent nie zająknął się nawet o niebezpieczeństwie grożącym nam od strony Rosji.

Gdybym przyjechał dwa dni temu z Burkina Faso, gdzie wszyscy słyszeli o Trumpie i o Putinie, ale nie docierają tam żadne wiadomości z Polski i wysłuchałbym przemówienia pana Prezydenta, to byłbym w stu procentach przekonany, że Pan Nawrocki jest opłacany przez Rosję.

Ale siedzę tu od paru lat i wiem, że Prezydentowi Nawrockiemu i szefowi partii Kaczyńskiemu na niczym nie zależy tak, jak na pokonaniu Tuska. A bezpieczeństwo narodowe? Jakie tam bezpieczeństwo? Ważny jest Tusk. Reszta się nie liczy.

Najgorsze jest jednak to, że to już było.

Przed rozbiorami Polski Rosja płaciła polskim możnowładcom, by robili to, co jest dobre dla Rosji. Teraz pewnie nawet nie musi tego robić, bo Polacy robią to, co dobre dla Rosji bez żadnej kasy, a jedynie z głupoty.

W sumie jednak nie ma wielkiej różnicy, czy damy się wchłonąć Rosji z głupoty, czy też z powodu jakiegoś trolla w Kancelarii Prezydenta.

 



Dodaj tu swój tekst nagłówka

Przewijanie do góry