OKRUCHY ŻYCIA                              JAROSŁAW STACHURSKI                         mail: jstachurski53@gmail.com

                                                                                open.spotify.com  /  podcast  /  Okruchy Życia

Zwycięzcą wojny Rosyjsko-Ukraińskiej będą Chiny i już raczej nic tego nie zmieni. Jej wynikiem będzie całkowite uzależnienie Rosji od Chin. Po likwidacji irańskiego kanału przerzutowego, od zgody Chin zależy prawie cały eksport i import Rosji. Jeśli Chiny rozkażą Rosji skończyć tę wojnę w ciągu tygodnia, to Rosjanie to zrobią, bo w tej sprawie nawet już teraz nie mają wiele do gadania. Bez pomocy Chin zasoby militarne Rosji skończą się bardzo szybko. Sami nawet nie będą mieli z czego produkować nowej broni. Chyba, że bardzo przestarzałą.

Na razie Chińczycy uważają, że dobrze jest jak jest, bo proces zniewalania Rosji postępuje nieustannie.

Przestanie się to opłacać Chińczykom, kiedy duża część rosyjskich złóż ropy, gazu i innych bogactw będzie już należeć do Chin. Wtedy trzeba będzie skończyć tę wojnę, aby przedsiębiorstwa chińskie na terenie Rosji nie były objęte sankcjami.

Donald Trump to widzi i stąd te jego umizgi do Putina. Ale jest już za późno.

Niektórzy twierdzą, że Rosjanie mają jakieś dokumenty kompromitujące Trumpa i stąd ta jego bezkrytyczna miłość do Władymira Władymirowicza. Gdyby tak było, to Rosjanie by to już dawno wykorzystywali, a przecież Trump jednak wykazuje sporą niezależność od Putina. Przykładem Iran.

W dzisiejszych czasach wyróżniamy trzy rodzaje wojen.

Wojna bezmózgowa. Na przykład Rosja najeżdża na Ukrainę i po jej zdobyciu wprowadza tam Ruskij Mir, czyli alkoholizm plus wszechogarniająca korupcja. Nawet w przypadku wygranej, prócz propagandowych, korzyści dla najeźdźcy żadne.

Wojna naiwna. Na przykład USA podjudzone przez Izrael rzucają całą swoją poza atomową potęgę przeciw Iranowi. Robią to ewidentnie bez rozpoznania możliwości przeciwnika. W przypadku wygranej, korzyści dla USA niewielkie, pomimo poniesionych ogromnych kosztów.

Wojna inteligentna. Podstawowa zasada, to że nie ma tu mowy o użyciu jakiejkolwiek broni. Wykorzystuje się niedostatki intelektualne przeciwnika i uzależnia go w stopniu takim jak się da. Przeciwnik nie może być państwem w pełni demokratycznym, bo tam zawsze znajdzie się ktoś posługujący się sprawnie rozumem. Satrapa natomiast, jak to teraz widać, może być niezbyt inteligentny, a poza tym jest on z reguły pozbawiony rzetelnych informacji, bo ewentualni informatorzy boją się satrapie dostarczać złych wieści, gdyż to się z reguły źle dla nich kończy. Coś takiego w prawdziwej demokracji jest raczej niemożliwe.

Nie musi to być akcja bezpośrednia taka jak w przypadku skolonizowania Rosji przez Chiny. Można prowadzić tę wojnę etapami przez lata. Chodzi o stopniowe osłabiane przeciwnika i skłócanie go z dotychczasowymi przyjaciółmi.

Dopóki USA były krajem demokratycznym proces ich uzależniania od Chin był w zasadzie niemożliwy, a w każdym bądź razie bardzo trudny. Mogło to być jedynie ewentualne bezwzględne zwycięstwo Chin w wyścigu technologicznym.

Teraz USA są rządzone przez sklerotycznego satrapę. Zgadza się nawet to, że jego informatorzy dostarczają mu jedynie dobrych wieści. Stąd ten koszmarny błąd niedocenienia Iranu.

Świat jeszcze przez jakiś czas będzie dwubiegunowy, bo Chiny, miejmy nadzieję, nie zdążą wygrać wyścigu przed końcem kadencji Trumpa. A potem zobaczymy.

Co się stanie w przyszłości tego nigdy przewidzieć się nie da, o czym świadczą losy modnej 50 lat temu futurologii. W 1972 roku jej naukowcy opublikowali wspaniały raport rzymski o przyszłości ekonomicznej świata. W raporcie tym nie wspomniano jednak, że rok potem, w wyniku kryzysu paliwowego ropa zdrożeje z $3 do $35 za baryłkę.

Podobnie w latach sześćdziesiątych naukowcy przyrodnicy rozdzierali szaty, twierdząc, że zbliża się epoka lodowcowa w Europie.

Dlatego nie ma co się martwić tym, że franciszkanin ojciec Klimuszko w 1979 roku przewidział, że Polskę czeka 50 wspaniałych lat. Czyli zostało jeszcze tylko 13.

Poza tym przewidział, że Polak zostanie papieżem oraz islamską inwazję na Europę. No ale to może udało mu się.

ZERO BYWA NIEWIDOCZNE

Załóżmy, że

a + b = c

dodajmy do obu stron równania (a + b)

2a + 2b = a + b + c

teraz odejmijmy od obu stron 2c

2a + 2b – 2c = a + b – c

Wyciągnijmy 2 przed nawias

2 (a + b -c ) = a + b – c

Podzielmy obie strony przez (a + b – c)

2 = 1

Ups! Coś poszło nie tak. Kto wie co i dlaczego?

Odpowiedź: Nie wolno dzielić przez zero, a skoro a + b = c, to (a + b – c) = 0

MARSZ

W dni wolne od szkoły chodzę z wnukami do ZOO. Aby nie wypaść z rytmu, postanowiliśmy obejrzeć marsz 11 listopada. Nasza ciocia mieszka na warszawskim Powiślu, skąd dokładnie widać Marsz. Poszliśmy do niej, bo ona boi się być sama w tym dniu, ze względu na race wrzucane przez Polskich Patriotów na jej balkon, znajdujący się obok balkonu z flagą, której liczba barw nie odpowiada Prawdziwym Polakom.

Jak zwykle, miał to być

MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI a wyszedł MARSZ NIENAWIŚCI.

Uczestnicy Marszu uważają, że każdy Prawdziwy Polak powinien być takim samym jak oni zapyziałym, agresywnym nieukiem, nietolerancyjnym głupkiem i ksenofobem. Mogę się założyć, że wyraz kończący poprzednie zdanie zna najwyżej 20% maszerujących.

Według uczestników marszu każdy Prawdziwy Polak musi też nienawidzić cudzoziemców i musi wierzyć w Jezusa. I w tym ostatnim trudno się przyczepić do czegoś poza tym „musi”, bo Jezus był bardzo fajnym, choć bez wątpienia naiwnym facetem. Jest też tu jakaś niekonsekwencja, bo Jezus wcale nie urodził się nad Wisłą, o czym Narodowcy jak widać nie wiedzą. No cóż Religia w szkołach.

Ale mamy też wierzyć w ojca Jezusa. A to już gorzej, bo on na przykład patrzył na męczeńską śmierć własnego syna i nawet nie kiwnął palcem, by go uwolnić. A wszak jest on podobno wszechmocny, więc to kiwnięcie by wystarczyło.

Że to było niezbędne do zbawienia ludzkości? A kto to niby ustanowił, że było niezbędne? A nawet jeśli, to wszechmocny mógł przecież to zmienić.

Napisałem to wszystko po przyjściu do domu. Ale teraz wnuki już śpią, więc włączyłem telewizor. A tu… w całej Polsce radość, imprezy, uśmiechnięte twarze, korowody, tańce. Dzisiaj Gdańsk, Poznań, Wrocław, Łódź, Kraków, Nowy Targ to całkiem inna Polska niż Warszawa.

Nie trzeba być profesorem socjologii, by odkryć dlaczego tak. Prawdziwi Polacy pojechali do Warszawy a Normalni Polacy zostali w domu.

KIM JEST NASZ PREZYDENT

Ważne jest nie to, co powiedział Pan Prezydent Nawrocki 11-go listopada, ale to czego nie powiedział.

Powiedział, że nienawidzi cywilizacji europejskiej, ale tego można się było spodziewać, bo powtórzył to, co od dawna mówią Kaczyński i Menzen. No i trudno było oczekiwać by Pan Prezydent wymyślił coś samodzielnie.

Natomiast Pan Prezydent nie zająknął się nawet o niebezpieczeństwie grożącym nam od strony Rosji.

Gdybym przyjechał dwa dni temu z Burkina Faso, gdzie wszyscy słyszeli o Trumpie i o Putinie, ale nie docierają tam żadne wiadomości z Polski i wysłuchałbym przemówienia pana Prezydenta, to byłbym w stu procentach przekonany, że Pan Nawrocki jest opłacany przez Rosję.

Ale siedzę tu od paru lat i wiem, że Prezydentowi Nawrockiemu i szefowi partii Kaczyńskiemu na niczym nie zależy tak, jak na pokonaniu Tuska. A bezpieczeństwo narodowe? Jakie tam bezpieczeństwo? Ważny jest Tusk. Reszta się nie liczy.

Najgorsze jest jednak to, że to już było.

Przed rozbiorami Polski Rosja płaciła polskim możnowładcom, by robili to, co jest dobre dla Rosji. Teraz pewnie nawet nie musi tego robić, bo Polacy robią to, co dobre dla Rosji bez żadnej kasy, a jedynie z głupoty.

W sumie jednak nie ma wielkiej różnicy, czy damy się wchłonąć Rosji z głupoty, czy też z powodu jakiegoś trolla w Kancelarii Prezydenta.

MAGIA WIELKICH LICZB

Na NFZ w tym roku wydamy ponad 290 mld zł.

To się tak łatwo mówi. Stuzłotówka ma grubość 0,11mm. Plik stu stuzłotówek ma więc grubość 1 cm i 1 mm. Sto takich plików to milion zł i ma długość 1 m 10 cm. A jeden miliard to ponad 1km. Gdybyśmy stuzłotówki przeznaczone na NFZ ustawili w szereg plików, takich jak z banku, to byłoby to 320 km. Samochodem jechalibyśmy wzdłuż tej forsy 3 godziny. Więcej o wielkich liczbach w zakładce Wszechświat, artykuł „Nasze miejsce we Wszechświecie”

WYBORCY W RP

Wczoraj na face booku w grupie „Nie wstydzę się Jezusa” ukazał się post pani Marty (imię zmienione). Pisała w nim, że sytuacja w Polsce jest taka, że należy się poddać Matce Boskiej Częstochowskiej i robić to co ona każe, a nie rząd… i tak dalej przez całą stronę.

Nie wytrzymałem i odpisałem: „Pani Marto! Bardzo się martwię o Pani zdrowie psychiczne, ale jestem pewien, że gdy Pani pójdzie do lekarza pierwszego kontaktu i pokaże ten post, to on Pani da skierowanie do psychiatry na cito.”

Pani Marta odpisała: „ Ach dziękuję Panu za troskę. To jest nas już dwoje…”

Dziś tego postu, ani komentarzy już nie ma.

Ale: W RAZIE WYBORÓW, GŁOS PANI MARTY LICZY SIĘ TAK SAMO JAK WASZ!!!

JAK TRAFIĆ DO LUDZI CO NIE ROZUMIEJĄ PO POLSKU

PiS popiera co trzeci Polak i mniej więcej tyle samo Polaków nie rozumie słów, którymi media opisują jego afery.

Oni oglądają telewizję, ale słowa się nie liczą, bo są za trudne. Liczy się jedynie intonacja. Drzesz się, więc pewnie masz rację!

Bracia Kaczyńscy dość dawno odkryli tę prawdę i stąd ich polityczne sukcesy.

Ich ojciec Rajmund pod koniec lat 90-ych powiedział: „Broń Panie Boże Polskę, przed tym, by moi synowie zdobyli władzę.”

Teraz spróbuję uzasadnić tę tezę, że trzecia część Polaków to niezbyt lotni obywatele.

Uczyłem kiedyś fizyki i chemii w ostatnich klasach podstawówki. Po dwóch tygodniach odkryłem, że moja praca kompletnie nie ma sensu, bo połowa moich uczniów mogłaby w czasie przeznaczonym na to przez kuratorium, nauczyć się trzy razy tyle, ile było w programie. A druga połowa nie była w stanie nauczyć się czegokolwiek, bo oni po prostu nie rozumieli słów, którymi się do nich mówi.

Tym ostatnim nie chciałem robić krzywdy i na koniec semestru pytałem ich dotąd, aż odpowiedzą na choćby jedno pytanie i wtedy im zaliczałem.

Ale ze trzy razy zdarzyło mi się, że nie umiałem zadać takiego pytania.

No bo jeśli po pół roku nauki o ruchu, uczennica nie umie odpowiedzieć na pytanie: „Jeśli ciało porusza się z prędkością 1 metr na sekundę, to jaki dystans pokonuje w czasie jednej sekundy?”

Ona nie była nienormalna. Była ładna. Dobrze radziła sobie w grupie rówieśniczej.

Ona po prostu nie rozumiała takich słów, jak dystans, ciało czy pokonuje. Albo znaczyły one dla niej coś całkiem innego. Na przykład pokonuje. Według niej to tatuś pokonuje mamusię, podczas wieczornych dyskusji przy piwku. Dystans to słowo używane na lekcjach WF. A ciało to słowo o wyraźnym zabarwieniu seksualnym. A co do tego ma prędkość?

Czytałem kiedyś fragmenty pracy magisterskiej z polonistyki, zatytułowanej: „Zasób słów języka polskiego stosowanych w życiu codziennym przez załogę PGR Maldanin, powiat Pisz, województwo olsztyńskie… Wtedy było olsztyńskie, a nie warmińsko-mazurskie jak teraz.

Załoga tego PGR, czyli Państwowego Gospodarstwa Rolnego składała się z 19 osób. Siedmioro z nich kontaktowało się ze światem, wyrażało swoje potrzeby, marzenia, emocje i tęsknoty, używając jedynie siedmiu słów. Jakie to były słowa też tam było napisane, ale… nie napiszę, jakie to były słowa.

Myślicie, że dziś zrozumieliby oni zarzuty przeciwko Ziobrze?

Co innego jakby wywrzeszczeć w telewizji, że się na niego wszyscy uwzięli. Na bidulka.

W połowie lat 70-ych pracowałem przez 2 tygodnie w OBOP. Nie wiem, czy firma istnieje do dziś. Wtedy Ośrodek Badania Opinii Publicznej pomagał komunistycznej władzy zrozumieć społeczeństwo.

Moja praca polegała na pobieraniu danych z kilku arkuszy ankiet, sumowaniu ich i wpisywaniu w kolejny arkusz. Dziś komputerowi zajęłoby to ułamek sekundy, a ja się z tym męczyłem dwa tygodnie.

Pracę można było wykonywać bezmyślnie, co było pożądane. Ale tym, co by robili to ze zrozumieniem, kazano podpisywać klauzulę, że wyniki prac nie wyjdą poza OBOP.

Pisząc to co teraz, łamię więc tajemnicę państwową, ale… zaryzykuję.

W jednym z badań chodziło o to, by zorientować się, co Polacy rozumieją z Dziennika Telewizyjnego, czyli wieczornych wiadomości docierających do wszystkich Polaków.

Ankieter umawiał się z jakąś rodziną, że określonego dnia wysłuchają razem Dziennika i potem porozmawiają na ten temat.

Co siódmy Polak nie potrafił powtórzyć choćby jednej wiadomości zasłyszanej kilka minut temu. Nawet wiadomości sportowej.

Inne badanie było takie. Pokazywano ankietowanym tablicę przyjazdów i odjazdów pociągów z dworca Hajnówka.

Ankietowani mieli odpowiedzieć na pytanie: „O której godzinie odjeżdża ostatni pociąg do Białowieży?”

Tylko 3-ch na pięciu Polaków umiało poradzić sobie z tym zadaniem.

Hemingway napisałby:

Nie pytajcie, komu bije dzwon. On bije Wam.”

I jeszcze postscriptum:

Mieszkam na warszawskich Szmulkach. Z lokalu wyborczego wracałem z sąsiadem. Pamiętam jak kiedyś leżał on na podwórku i śpiewał:

Komu dzwonią, temu dzwonią.

Mnie nie bije żaden dzwon, bo takiemu pijakowi,

jakie życie taki zgon…”

 

Nie spytałem na kogo głosował.

Przewijanie do góry